Turcja wobec Afganistanu
197

Turcja negocjuje z talibami w celu wzmocnienia swoich wpływów politycznych w Afganistanie, co ma poprawić jej pozycję międzynarodową, pomóc w rozwoju strategii wobec Azji i ograniczyć napływ afgańskich uchodźców. Współpraca z Turcją w kwestiach związanych z Afganistanem mogłaby pomóc UE lepiej zarządzać migracją z tego państwa.

Photo: MURAD SEZER/Reuters/Forum

W połowie października br. delegacja talibów pod przewodnictwem tymczasowego ministra spraw zagranicznych Amira Chana Muttakiego przybyła do Turcji, aby rozmawiać o perspektywach współpracy bilateralnej. Wizyta wpisała się w trwające blisko pół roku zabiegi władz tureckich, których celem jest zapewnienie obecności Turcji w Afganistanie po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych. Najpierw koncentrowały się one na negocjacjach z USA, zapoczątkowanych spotkaniem prezydentów Joe Bidena i Recepa Tayyipa Erdoğana przy okazji szczytu NATO w Brukseli w czerwcu br. Następnie – po upadku Kabulu w sierpniu br. – obejmowały rozmowy z talibami za pośrednictwem Kataru i Pakistanu. Obecnie Turcja stara się kłaść nacisk na kontakty bezpośrednie. Wyrazem tego były wizyta Muttakiego i turecka propozycja, aby do Afganistanu udali się ministrowie spraw zagranicznych niesprecyzowanych „państw muzułmańskich”. Próba organizacji szerszej delegacji ma na celu nie tylko potwierdzenie tureckiej woli zaangażowania w stosunki z talibami, lecz także rozproszenie odpowiedzialności za proces zwiększania ich obecności w sferze międzynarodowej.

Cele Turcji

Dzięki obecności w Afganistanie Turcy chcieliby wzmocnić swoją pozycję wobec zachodnich sojuszników, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Po spotkaniu prezydentów przedstawiciele obu państw kilkukrotnie dyskutowali na temat możliwości zapewnienia przez Turcję funkcjonowania i ochrony lotniska w Kabulu po wycofaniu wojsk amerykańskich. Tureccy politycy liczyli, że realizacja misji zwiększy ich możliwości oddziaływania na USA i doprowadzi do poprawy stosunków bilateralnych. Miało się to stać dzięki ściślejszemu związaniu interesów Stanów Zjednoczonych z Turcją, co zawęziłoby Amerykanom możliwości nasilania sporów między nimi (np. nakładania dodatkowych sankcji za zakup przez Turcję systemu S-400 od Rosji). Atutem misji byłoby też wzmocnienie Turcji w NATO. Miałaby ona potwierdzić sojusznikom – zwłaszcza tym, którzy w ostatnich latach wątpili w zasadność jej członkostwa w Pakcie – wciąż duże znaczenie państwa dla wspólnoty euroatlantyckiej. Turcy chcieli przy tym wykorzystać swoje wieloletnie zaangażowanie w Afganistanie. Zaprocentować miało nie tylko doświadczenie w ochronie lotniska w Kabulu, czym Turcja zajmowała się niemal od początku zainicjowanej w 2001 r. natowskiej misji International Security Assistance Force (ISAF), lecz także dobry wizerunek wśród Afgańczyków. Jest on pokłosiem niebojowego charakteru zadań wojsk tureckich, a także działalności humanitarnej Turcji. Obejmowała ona m.in. budowę szkół, infrastruktury szpitalnej, dróg, studni i sanitariatów.

Choć Turcy, spełniając żądania talibów, wycofali swoje wojska z Afganistanu, nie porzucili planów wobec lotniska w Kabulu. Negocjują z nowymi władzami powrót do zarządzania portem, pod warunkiem zgody talibów na zapewnienie bezpieczeństwa przez prywatną firmę wojskową. Ta determinacja sugeruje, że tureccy politycy chcą dzięki obecności w Afganistanie osiągnąć szereg innych celów w polityce zagranicznej. Najpewniej sądzą, że uwiarygodni to strategię „Azja od nowa”, która zakłada pogłębienie współpracy politycznej, gospodarczej i kulturalno-naukowej z państwami azjatyckimi. Przyczyniłoby się do tego nie tylko wielowymiarowe zaangażowanie w Afganistanie, lecz także wzmocnienie trójstronnej współpracy obu państw z Pakistanem. Turcy widzą w Afganistanie szansę na zwiększenie możliwości oddziaływania na Rosję i Chiny, a także okazję do potwierdzenia swojego politycznego znaczenia w G20. Świadczy o tym propozycja Erdoğana powołania na jej forum specjalnej grupy roboczej na temat przyszłości Afganistanu i aspiracja, by jej przewodniczyć. 

Sytuacja w Afganistanie ma też znaczenie dla polityki wewnętrznej Turcji. Dzięki nawiązaniu kontaktów z talibami tureccy decydenci chcą zapobiec przybyciu afgańskich uchodźców, ponieważ obawiają się, że mogłoby to pogłębić niepokoje społeczne i negatywnie odbić się na sondażach poparcia dla rządzących (w tej chwili w Turcji mieszka ok. 300 tys. Afgańczyków, którzy przybywali do państwa regularnie od lat 70. XX w.). Kwestia uchodźców – w Turcji przebywa ich w sumie blisko 4 mln – wywołuje ogromne kontrowersje w społeczeństwie. Jest to m.in. efekt jego ubożenia (według ostatnich danych Tureckiego Urzędu Statystycznego ok. 18 mln Turków żyje poniżej granicy ubóstwa), które jest pokłosiem problemów gospodarczych państwa spotęgowanych przez pandemię. Choć Turcy nie winią uchodźców bezpośrednio za kłopoty ekonomiczne, nie podoba im się, że w takiej sytuacji państwo przeznacza środki na utrzymanie imigrantów. W efekcie w Turcji coraz częściej dochodzi do ksenofobicznych ataków na Syryjczyków (np. w sierpniu br. w Ankarze), a społeczeństwo jest niechętne przyjmowaniu kolejnych uchodźców – według badania firmy Metropoll sprzeciwia się temu 70% Turków. Ponadto sprawę uchodźców rozgrywa politycznie zyskująca w sondażach opozycja, która obiecuje ich deportację.

Wyzwania dla Turcji

Najpoważniejsze wyzwania są związane z nowym reżimem w Afganistanie. Choć talibowie wydają się zainteresowani budową stosunków z Turcją – licząc, że przyczyni się to do zyskania uznania międzynarodowego ich rządu – są niechętni wobec jej postulatów. Zwlekają np. z wyrażaniem zgody na ochronę lotniska w Kabulu przez turecką firmę. Wciąż niewiele wskazuje też na to, aby byli podatni na apele Turcji o stworzenie inkluzywnego rządu czy poszerzenie praw kobiet. Rodzi to ryzyko wizerunkowe dla tureckich polityków, które z czasem może wiązać się z kosztami politycznymi, np. w postaci zarzutów o przyczynienie się do radykalizacji Afganistanu.

Odrębne wyzwania są związane z rywalizacją międzynarodową o wpływy w Afganistanie. Choć Katar i Pakistan pomagały w nawiązaniu stosunków Turcji z talibami, zbyt śmiałe próby przejęcia przez nią prymatu w sprawie przyszłości tego państwa mogą wywołać ich nieufność. Turecka aktywność jest też monitorowana przez Rosję i Chiny, które mogą postrzegać ją jako konkurencyjną i jej przeciwdziałać. Jest to szczególnie prawdopodobne w przypadku Rosji i prób wykorzystywania przez Turcję sytuacji w Afganistanie do zwiększenia własnych wpływów w Azji Centralnej.

Realizację planów wobec Afganistanu utrudniają Turcji uwarunkowania wewnętrzne. Do zwiększenia zaangażowania nieodzowne będą duże nakłady finansowe, co w obecnej sytuacji gospodarczej stanowi dla Turcji wyzwanie. Władzom niełatwo będzie uzasadnić poważniejsze zaangażowanie społeczeństwu – tym trudniej, im więcej uchodźców będzie starało się przedostać z Afganistanu do Turcji. Choć w tej chwili nic nie wskazuje na to, aby ich liczba wzrosła po przejęciu władzy przez talibów, rząd obawia się, że zmieni się to wraz z pogorszeniem sytuacji humanitarnej w Afganistanie.

Wnioski

Turcja wiąże spore nadzieje ze zbudowaniem trwałych relacji z talibami, będzie więc kontynuowała próby zbliżenia z nimi. Będzie nalegała na wprowadzenie zmian dotyczących inkluzywnego rządu czy poszanowania praw kobiet, warunkując tym oficjalne uznanie nowych afgańskich władz i przekonując, że ułatwi to pozyskanie dla nich szerszego uznania międzynarodowego. Jednak jej dotychczasowe działania wobec talibów – utrzymanie funkcjonowania ambasady w Kabulu, bezpośrednie negocjacje z talibami i propozycje organizowania większych delegacji ministerialnych do Afganistanu – noszą znamiona uznania dorozumianego. Może to ograniczać zdolności Turcji do przekonania talibów do wdrażania jej postulatów.

Próby wpłynięcia przez Turcję na talibów są zbieżne z unijnym „podejściem skalibrowanym” do Afganistanu (zapobieżenie katastrofie humanitarnej bez uznania rządu talibów). Sukces tych starań ograniczyłby wątpliwości związane z przekazywaniem Afganistanowi pomocy humanitarnej i rozwojowej w obecnych uwarunkowaniach politycznych. Dlatego UE mogłaby zaproponować Turcji współfinansowanie projektów mających na celu polepszenie warunków życiowych Afgańczyków. Mogłoby to też pomóc w ograniczeniu migracji z Afganistanu, bardzo prawdopodobnej w przypadku dalszego pogarszania się warunków gospodarczych i humanitarnych w państwie. 

Jeśli Turcji udałoby się wzmocnić wpływy polityczne w Afganistanie, poprawie uległaby jej pozycja w NATO. Tureccy politycy wykorzystaliby to do osłabienia krytyki sojuszników wobec ich „niezależnej polityki zagranicznej”, której przejawem jest np. zakup systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej S-400 od Rosji. Jednak Turcja, dążąc do wzmocnienia swej pozycji w Afganistanie, mogłaby uwikłać się w rywalizację z Rosją i Chinami, co zwiększyłoby znaczenie członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim dla jej polityki zagranicznej.