Ataki dronów na statki w wyłącznej strefie ekonomicznej Bułgarii

14.10.2026

W bułgarskiej wyłącznej strefie ekonomicznej – poza wodami terytorialnymi – 6 i 13 października br. drony zatopiły dwa statki i uszkodziły dwa kolejne, a zaginionych jest 21 marynarzy. Rząd Bułgarii unika oskarżenia Rosji, a do sojuszników zwrócił się jedynie o pomoc w śledztwie.

Po pierwszych atakach premier Rumen Radew sygnalizował, że choć ładunek i trasy statków (płynęły ze zbożem z ukraińskich portów) wskazują, że za agresją mogła stać Rosja, brak na to jednoznacznych dowodów. Pod presją opinii publicznej i euroatlantyckiej części opozycji prezydent Ilijana Jotowa zwołała Radę Doradczą ds. Bezpieczeństwa Narodowego, po której wezwała wszystkie państwa nadbrzeżne do ogłoszenia moratorium na działania wojenne na Morzu Czarnym. Większość rządowa odrzuciła wniosek o jawne wysłuchanie przed parlamentem premiera i szefów służb specjalnych, a rząd odżegnywał się od zwrócenia się do sojuszników z NATO o konsultacje w trybie art. 4. Wysłał za to w rejon ataku fregatę oraz skierował prośbę o pilną pomoc techniczną przy śledztwie do Sojuszu i UE – w szczególności ze strony Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Morskiego (EMSA). Dopiero po atakach z 13 października (w tym na statek pod banderą należącej do Unii Malty) MSZ Bułgarii następnego dnia wezwał rosyjskiego ambasadora, ale premier ponownie podkreślił, że sprawca ataku nie jest ustalony. Radew i Jotowa mają stanowisko pojednawcze wobec Rosji. Wzywają społeczność międzynarodową do bezwarunkowego rozpoczęcia rozmów pokojowych, twierdząc, że militarne wsparcie Ukrainy przez poprzednie bułgarskie rządy prowadziło jedynie do niepotrzebnego przedłużenia wojny.

O odpowiedzi Rumunii na wtargnięcia rosyjskich dronów na jej terytorium pisał Jakub Pieńkowski