Zimbabwe zrezygnuje z powszechnych wyborów prezydenckich?

17.04.2026

Reforma konstytucyjna, którą forsują władze, ma zapewnić przedłużenie rządów prezydenta Emmersona Mnangagwy i bezpieczną sukcesję w obrębie partii rządzącej.

Dominujące we władzach ugrupowanie ZANU-PF, wywodzące się z ruchu niepodległościowego, ogłosiło w lutym propozycje zmian wydłużających kadencje prezydenta i parlamentu z 5 do 7 lat, co dla 83-letniego Mnangagwy oznacza zabezpieczenie władzy do 2030 r. Parlament, zyskując prerogatywę wyboru głowy państwa, będzie mógł wówczas wybrać jego następcę. W marcu władze poddały propozycje ograniczonym, czterodniowym „konsultacjom publicznym”, które według konstytucji powinny trwać 90 dni. Procesowi forsowania zmian towarzyszyły prześladowania opozycji, m.in. aresztowanie byłego ministra finansów Tendai Bitiego.

Zmiany w Zimbabwe wpisują się w szerszy trend manipulacji prawnych, jakie stosują wieloletni przywódcy afrykańscy, żeby wydłużać rządy. W ub.r. reforma konstytucyjna w Togo zapewniła dotychczasowemu prezydentowi Faure Gnassingbé faktycznie dożywotnią władzę jako premierowi. Z kolei w Demokratycznej Republice Konga pod koniec ub.r. prezydent Félix Tshisekedi zainicjował prace nad rewizją konstytucji, tak by uniknąć odejścia po upłynięciu jego mandatu w 2028 r. Choć na kontynencie funkcjonują mechanizmy nakładania sankcji na autorów zamachów stanu, z podobnym potępieniem nie spotykali się dotąd autorzy „przewrotów konstytucyjnych”. Zachęca to liderów do łagodnego przechodzenia do autorytaryzmu i jest jednym z powodów, dla których w Afryce w ostatnich latach spada poparcie dla demokracji jako pożądanego systemu rządów.