USA zwiększają presję na Grenlandię

08.01.2026

Działania administracji Donalda Trumpa wobec Grenlandii wpisują się w dążenie do wzmocnienia kontroli nad półkulą zachodnią i własnym bezpieczeństwem w Arktyce, mimo ryzyka wzrostu napięć z europejskimi sojusznikami w NATO.

Z początkiem drugiej prezydentury Trumpa retoryka jego administracji wobec Grenlandii ewoluowała i nie uwzględnia już wyłącznie koncepcji zakupu wyspy, jak podczas pierwszej kadencji. Pojawiają się również groźby wariantów siłowych, artykułowane m.in. przez doradcę Trumpa Stephena Millera. Jednocześnie część administracji, w tym sekretarz stanu Marco Rubio, oraz liderzy Republikanów w Kongresie, m.in. Mike Johnson, dystansują się od użycia siły, wskazując na wysokie koszty sojusznicze. Krytyczne stanowisko zajmują także Demokraci. Badania YouGov z sierpnia ub.r. wskazują na sprzeciw amerykańskiego społeczeństwa wobec przejęcia Grenlandii, zwłaszcza z wykorzystaniem wojska. Wyspa jest ważna dla USA ze względu na swoje położenie w Arktyce i znaczenie dla bezpieczeństwa Ameryki Północnej oraz nowych szlaków morskich, a także ze względu na potencjał surowcowy. Umowa obronna z Danią z 1951 r. zapewnia Stanom Zjednoczonym swobodę operacyjną na Grenlandii, w tym stacjonowanie ich wojsk (obecnie w jedynej bazie sił kosmicznych Pituffik). Nie przekłada się to jednak na pełną kontrolę polityczną i prawną nad terytorium ani jego zasobami, do której zdaje się dążyć administracja Trumpa. Eskalacja retoryki ma zatem charakter instrumentalny i służy wzmocnieniu pozycji negocjacyjnej Waszyngtonu przed próbą transakcyjnego przejęcia wyspy, a nie przygotowaniu realnego scenariusza użycia siły.

O rywalizacji o Grenlandię pisali Kinga Dudzińska i Paweł Markiewicz