Słabe perspektywy regulacji dotyczących użycia broni autonomicznej
5 września br. grupa ekspertów państw należących do Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych (CCW) zakończyła prace nad zasadami wykorzystywania broni autonomicznej. Gdyby na ich podstawie doszło do zawarcia traktatu, miałby on niewielkie znaczenie praktyczne.
Dokument określa, czym są autonomiczne systemy uzbrojenia, i potwierdza m.in. konieczność ich ostatecznej kontroli przez człowieka jako wymóg zgodności ich użycia z prawem humanitarnym. Jednak pod wpływem głównie Rosji i USA został mocno okrojony, m.in. przez usunięcie wymogu uwzględniania jego zasad przy projektowaniu i rozwoju tych systemów oraz obowiązku zapewnienia przewidywalności, niezawodności i możliwości śledzenia ich działania. Decyzję, czy wszcząć na jego podstawie negocjacje prawnie wiążącego protokołu do CCW dotyczącego broni autonomicznej, ma podjąć w listopadzie konwencja przeglądowa tego traktatu. Może się to udać, bo dalsze kroki popiera ok. 70 ze 128 stron CCW (Polska nie jest w tej grupie), ale przyjęcie protokołu jest mało realne, gdyż do tego byłby niezbędny konsensus. Zwolennicy mogą więc chcieć przenieść rozmowy np. na forum ONZ, gdzie nie potrzeba jednomyślności, by przyjąć tekst umowy. Nowym regulacjom sprzeciwiają się jednak czterej stali członkowie Rady Bezpieczeństwa (Chiny, Rosja, USA i Wielka Brytania) oraz część innych państw rozwijających broń autonomiczną lub jej używających, m.in. Indie, Izrael, Japonia, Kanada, Korea Północna, Turcja i Ukraina. Nawet gdyby udało się uzgodnić jakiś traktat, nie zostałby on przez nie ratyfikowany, a zatem niekoniecznie realnie poprawiłby bezpieczeństwo wykorzystania systemów autonomicznych.
O problemie regulacji broni autonomicznej pisał Szymon Zaręba
