Rosyjskie reakcje na szczyt NATO
W Rosji z uwagą śledzono przygotowania do szczytu NATO w Ankarze i jego przebieg. Choć starano się deprecjonować jego rezultaty, Sojusz pozostaje największym rywalem militarnym dla Federacji Rosyjskiej.
Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Ankarze w rosyjskich mediach dominował przekaz podkreślający wewnętrzne problemy w Sojuszu, w tym te związane z wypełnieniem postanowień z Hagi i koniecznością zwiększenia wydatków zbrojeniowych do 5% do 2035 r. oraz odmienne podejście sojuszników do dalszego wspierania Ukrainy. Powszechne były też nadzieje na to, że Donald Trump zerwie szczyt, co jeszcze pogłębi problemy NATO. Natomiast po szczycie skrytykowano jego deklarację końcową m.in. za to, że po raz kolejny wskazała Rosję jako długoterminowe zagrożenie dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Zapowiedź zwiększania wydatków zbrojeniowych przez europejskich sojuszników uznano z kolei za dowód, że przygotowują się one do konfrontacji z Rosją. Natomiast państwa deklarujące utrzymanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy określono mianem partii wojny. Mimo tych krytycznych stwierdzeń uwaga, z jaką śledzono przebieg szczytu i jego rezultaty, pokazuje, że Rosja nadal traktuje NATO jako najpoważniejszego rywala polityczno-wojskowego. Nie zmieni ona zatem swojej polityki testowania zdolności obronnych Sojuszu m.in. poprzez wrogie aktywności hybrydowe. Nadal będzie też podejmowała działania zmierzające do osłabienia spójności wśród sojuszników oraz ich woli wsparcia Ukrainy, dzięki której państwo to może się nadal bronić przed rosyjską agresją.
