Rafineria w Nigerii ratuje Afrykę przed kryzysem
W związku z kryzysem w Zatoce i pogorszeniu dostępności paliw rośnie popyt na produkty afrykańskich producentów. Na czoło wybija się pod tym względem jedna z największych rafinerii świata uruchomiona niedawno w Nigerii.
Rafinerię w nigeryjskim Lagos sfinansował kosztem 20 mld dol. najbogatszy Afrykanin, Aliko Dangote, żeby skończyć z zależnością Nigerii – znaczącego producenta ropy – od importu paliw. Była to największa inwestycja przemysłowa tego typu na kontynencie. Obecnie przerabia 650 tys. baryłek dziennie, ma jednak osiągnąć 1,3 mln, co uczyni ją największą na świecie. Od czasu wybuchu wojny w Zatoce rafineria Dangote przeżywa boom zamówień – jej produkty zakontraktowały m.in. RPA, Tanzania, Togo i Kamerun. Zabiegają o to też nabywcy europejscy, azjatyccy i południowoamerykańscy, a afrykańskie instytucje wspierają jej działanie: 31 marca Afreximbank ogłosił swój udział w zapewnieniu jej 2,5 mld finansowania kolejnej fazy rozwoju.
Sukces Dangote jest połowiczny. Trudności formalne i opór beneficjentów dotychczasowego status quo spowodowały, że ma on trudności z pozyskaniem nigeryjskiej ropy. W efekcie, aby produkować, musi importować większość surowca zza granicy, choć jego ilość w Nigerii jest wystarczająca. W efekcie ceny na stacjach paliw w Nigerii rosną tak jak na całym świecie (a w stosunku do innych państw Afryki nawet szybciej). Jednak obecna sytuacja, która unaoczniła słuszność całego założenia i stała się w Afryce symbolem dążenia do samowystarczalności, jest szansą na to, by władze zmieniły nastawienie i udostępniły rodzimemu producentowi zasoby nigeryjskiej ropy.
