Maleją szanse na deeskalację w Zatoce Perskiej
Między Iranem a USA od kilku tygodni trwa nieregularna wymiana ognia, mająca przymusić Iran do zaakceptowania amerykańskich warunków. Przynosi ona jednak odwrotny skutek i może przyczynić się do wznowienia pełnoskalowej wojny.
Tylko w ciągu ostatnich trzech dni USA uderzyły w irański statek towarowy, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił całkowite zamknięcie cieśniny Ormuz, a państwa ościenne poinformowały o kolejnej serii irańskich ataków, które miały być odpowiedzią na amerykańskie uderzenie w zbiorniki wodne w prowincji Hormozgan. Wciąż trwają też walki izraelskiego wojska z siłami Hezbollahu, a liczba ofiar śmiertelnych po stronie libańskiej w czerwcu br. przekroczyła 3 tys.
Eskalacja napięć jest wynikiem impasu negocjacyjnego, który nie służy już żadnej ze stron. Dotychczas jego przedłużanie działało na korzyść Iranu, który zyskiwał czas na wzmocnienie swoich możliwości obronnych. Niemniej presja gospodarcza, potęgowana przez amerykańską blokadę w Zatoce Omańskiej, sprawia, że status quo nie może być dłużej utrzymywany. Amerykanie z kolei próbują wywierać nacisk na Iran poprzez ograniczone działania militarne, co spotyka się z jego natychmiastową i szeroko zakrojoną odpowiedzią. Chociaż wznowienie bezpośrednich rozmów jest obecnie mało prawdopodobne, powrotowi do pełnoskalowej wojny mogą zapobiec działania pośredników – Kataru i Pakistanu – którzy pozostają w kontakcie z obiema stronami i podejmują próby mediacji.
