Huti włączają się w wojnę na Bliskim Wschodzie
Największe ryzyko związane z udziałem Hutich w konflikcie wynika z możliwości blokowania żeglugi przez cieśninę Bab al-Mandab. Groźba dodatkowego poważnego wstrząsu dla gospodarki światowej ma wywrzeć presję na USA ws. zakończenia wojny.
27 marca br. jemeńscy Huti wystosowali oświadczenie, w którym swój udział w wojnie w Zatoce Perskiej uzależniają od włączenia się do niej też kolejnych państw, użycia przez USA Morza Czerwonego do operacji antyirańskich i dalszej eskalacji względem Iranu i Osi Oporu. Natomiast dzień później rozpoczęli oni pojedyncze ataki balistyczne i dronowe na Izrael o ograniczonej efektywności. Włączenie się Hutich do wojny dopiero po miesiącu od jej rozpoczęcia wynika z obecnego stanu konfliktu – wysokiego ryzyka amerykańskiej operacji lądowej w Iranie, przy jednoczesnych rosnących kosztach polityczno-gospodarczych dla USA i ich sojuszników. Groźba zablokowania kolejnej po Ormuzie cieśniny kluczowej dla globalnej gospodarki (na Bab al-Mandab przypada 12% handlu światowego) i ryzyko nowych ataków na regionalną infrastrukturę energetyczną (przede wszystkim saudyjską) mają powstrzymać państwa arabskie od aktywnego włączenia się w działania przeciwko Iranowi, utrudnić przerzut sił amerykańskich przez Morze Czerwone i wymóc na USA szybsze zakończenie wojny. Huti mogą wciąż kalibrować swoje zaangażowanie, wstrzymując się od operacji morskich i koncentrując swoje ataki tylko przeciwko Izraelowi, wiążąc je przede wszystkim z jego operacją w Libanie przeciwko Hezbollahowi.

O skutkach gospodarczych wojny w Iranie pisze Julia Sochacka
