Fala protestów we Francji
Protesty we Francji zwiększają presję na obóz prezydenta Emmanuela Macrona. Rządzący mają ograniczone możliwości łagodzenia niezadowolenia społecznego ze względu na trudną sytuację finansów publicznych i brak stabilnej większości parlamentarnej.
Rozpoczęte w drugiej połowie września protesty licealistów stały się częścią szerszej mobilizacji społecznej przeciw wysokim kosztom życia i pogarszającej się jakości usług publicznych. Manifestacjom 17 października towarzyszyły zamieszki i grabieże. Władze wprowadziły lokalnie godziny policyjne i rozpoczęły rozmowy ze związkami zawodowymi.
Wysoki deficyt i rosnące koszty obsługi długu pozostawiają rządowi niewielkie możliwości finansowania ustępstw, a rywalizacja przed wyborami prezydenckimi w 2027 r. utrudnia porozumienie w parlamencie w sprawie budżetu. Kryzys podważa wiarygodność obietnic politycznych składanych przez kandydatów kojarzonych z prezydenturą Macrona. Przypisując Francji Nieujarzmionej polityczną odpowiedzialność za podsycanie przemocy, rząd próbuje skierować społeczne oburzenie przeciw radykalnej lewicy. Prowadząca w sondażach Marine Le Pen akcentuje potrzebę przywrócenia porządku i stara się pozyskać wyborców rozczarowanych zarówno polityką społeczną i gospodarczą rządu, jak i nieskutecznością państwa w zapewnieniu bezpieczeństwa. Sondaże Ifop wskazują, że w okresie protestów najbardziej umacnia się Le Pen (34–38% poparcia w pierwszej turze, zależnie od zestawu kandydatów).
O sytuacji Zjednoczenia Narodowego przed wyborami prezydenckimi we Francji pisała Amanda Dziubińska
