Ebola i polityka utrudniają udział Afrykanów w mistrzostwach świata

11.06.2026

Z powodu obaw o rozprzestrzenianie eboli na mistrzostwa nie dotrą kibice kongijscy. Z kolei somalijski sędzia został zawrócony z USA ze względów bezpieczeństwa. Obydwa przypadki odbierają Afryce szanse na sukcesy wizerunkowe.

Wybuch epidemii eboli w Afryce Środkowej pokrzyżował plany kibicom z Demokratycznej Republiki Konga (DRK), która po raz pierwszy od 1974 r. wystąpi na mundialu. Liderem wsparcia „Leopardów” miał być charyzmatyczny Michel Kuka Mboladinga, który jest sobowtórem pierwszego premiera DRK Patrice’a Lumumby. Na każdym meczu Kongijczyków imituje on pomnik Lumumby i pozuje nieruchomo przez całe 90 minut. Podobny show mógłby stać się symbolem mistrzostw w USA, Kanadzie i Meksyku, jednak Mboladinga nie otrzymał wizy amerykańskiej zgodnie z ogólnym zakazem wjazdu dla podróżujących z DRK, jakie USA nałożyły w związku z epidemią eboli. Sytuacja ta nie powinna jednak zaszkodzić ich relacjom z DRK, opartym na formule „minerały za bezpieczeństwo”. Dlatego Amerykanie, wbrew logice cięć w obszarze humanitarnym, aktywnie wspierają walkę z ebolą w regionie, tak bilateralnie, jak i za pośrednictwem agend ONZ.

Inaczej jest w przypadku Somalii. Najlepszy afrykański sędzia piłkarski, Somalijczyk Omar Artan, który miał pierwszy raz sędziować na mundialu, nie został wpuszczony do USA, choć znajdował się na zatwierdzonej przez FIFA liście i uzyskał wizę. Zawrócono go jednak z lotniska w Miami z uwagi na potencjalne związki z podejrzanymi o członkostwo w organizacjach terrorystycznych. Somalijczycy odczytują ten incydent jako wyraz niechęci prezydenta Donalda Trumpa do ich kraju, a witając Artana w Mogadiszu jak bohatera, dawali wyraz krytycznej ocenie polityki USA.