Azerbejdżan skazuje byłych przywódców Karabachu

06.02.2026

Wyroki skazujące funkcjonariuszy Karabachu są dla Azerów formą dziejowej sprawiedliwości, dla karabaskich Ormian – ugruntowaniem demontażu ich samozwańczej republiki, a dla armeńskich władz – problemem przed wyborami.

5 lutego sąd w Baku orzekł kary dożywocia i 20 lat pozbawienia wolności odpowiednio wobec pięciu i dwóch karabaskich Ormian, w tym trzech byłych liderów separatystycznego regionu. W związku z piastowaniem w nim funkcji cywilnych i wojskowych oskarżonym postawiono najcięższe zarzuty przewidziane w prawie Azerbejdżanu, m.in. zbrodni przeciwko pokojowi i ludzkości, terroryzmu, uzurpacji władzy. Nie jest to koniec procesów, ale Azerowie już oceniają je jako sukces, tym bardziej że jeden ze skazanych miał przyznać się do udziału w rzezi Chodżały w 1992 r., która pozostaje narodową traumą. Samodzielne wymierzanie sprawiedliwości, obserwowane tylko przez państwowe media i krytykowane przez obrońców praw człowieka, wpisuje się w azerbejdżańską politykę minimalizacji angażowania społeczności międzynarodowej w rozwiązanie konfliktu z Armenią. Wyroki mogą chwilowo zaburzyć normalizację stosunków obu państw, ale biorąc pod uwagę skalę dotychczasowych ustępstw Armenii i unikanie przez jej władze tematu więźniów, zapewne nie wpłyną znacząco na proces pokojowy. Mogą być natomiast wykorzystane przez oponentów obozu rządzącego w czerwcowych wyborach parlamentarnych w Armenii. Władze tego państwa zapewne spróbują więc wykorzystać wizytę wiceprezydenta USA JD Vance’a na Kaukazie Płd., by skłonić Azerbejdżan do uwolnienia więźniów, choć jego rząd już odmówił podjęcia takiego działania.

Więcej o normalizacji stosunków między Armenią i Azerbejdżanem pisał Wojciech Wojtasiewicz